Dawno, dawno temu Roman wraz z kolegami z „Bażanta” wybrał się na kaczki. Po udanym polowaniu wszyscy oczywiście zasiedli do ogniska. Atmosfera była wspaniała, ognisko przeciągnęło się do nocy. Po powrocie do domu zastał żonę już śpiącą. Kaczki na trokach powiesił w sieni i udał się na zasłużony odpoczynek.
Nazajutrz obudził go głos żony:
– Roman wstawaj na śniadanie, ja już oskubałam te kaczki ale jedna była jakaś inna. Taka mała i z zakrzywionym dziobem.
– Toć to był krogulec do wypchania.
Kolega Roman Załęski, długoletni „skarbunio” koła, wszelkie finanse koła i informacje o należnościach członków mieścił w kajeciku pasującym do kieszeni koszuli!
Darz Bór!
Andrzej Rumiński