Atma z Sudowii

839

Wybór na tą rasę padł po lekturze artykułu w prasie łowieckiej. O zaletach wyżła weimarskiego krótkowłosego pisał wówczas znawca tej rasy, hodowca reproduktorów Kolega Tadeusz Wójcik z Warszawy. Zacząłem szukać hodowli wyżła weimarskiego. Wybór padł na hodowlę Kolegi Henryka Czarnoty z Suwałk o przydomku hodowlanym „z Sudowii”. Suczkę tej rasy o imieniu ATMA nabyłem latem 1998 roku. Była po matce ESA z Kuźni Żelichowskiej i ojcu DEX-ABU z Dobrodzieńskich Łowisk.

Na wychowanie ATMY i jej ułożenie do polowań i konkursów jako psa wielostronnie użytkowego poświęciłem mnóstwo czasu. Był to mój pierwszy pies układany od A do Z nie tylko według posiadanej wiedzy ale i w oparciu o literaturę fachową. ATMA była psem łatwym do prowadzenia, zrównoważona ale o pewnych cechach agresji wobec innych psów, o dużej pasji łowieckiej zwłaszcza po strzale. Miała szczęście polować ze mną na zające. W tamtych latach strzelaliśmy dużo zajęcy. Była ze mną na każdym polowaniu nie tylko zajęczym. Siedziała po mojej lewej, przy stołeczku i towarzyszyła mi bez względu na pogodę, w chłody ogrzewaliśmy się wzajemnie. Na polowaniach zajęczych wykonywała wspaniałą robotę. Aportowała ubite zające ale to dochodzenie postrzałków było jej specjalnością. Każdy aport był „książkowy”: szarak symetrycznie w kufie, siad przede mną i oczekiwanie na komendę „daj”.

Polowaliśmy w obwodzie nr 42 w rejonie wsi Czarnocin. Podłożyłem ATMĘ na trop postrzałka zajęczego po niefortunnym strzale kolegi. Czekam na efekt tropienia. Słyszę kniazienie zająca w olszynie do której weszła po tropie suka. Jest dobrze myślę, zdławi postrzałka i za chwilę z nim będzie. Ale co to? Widzę wraca z olszyny ale bez zająca. To niemożliwe! Znam jej pracę. Wysyłam ją ponownie po szaraka. Wykonuje rozkaz ale ponownie wraca bez aportu. Idę z nią po tropie po białej stopie. Jest turzyca, jest farba musi być bo go zdławiła ale dlaczego nie zaaportowała? Wchodzę do olszyny i widzę szaraka na wnyku zaciągniętym na lędźwiach. I już wszystko rozumiem! Postrzałek nieszczęśliwie wpadł we wnyk, suka go zdławiła ale z drutem sobie nie poradziła. Była wspaniałym, mądrym, użytkowym psem.

Odeszła zimą 2009 roku z powodu udaru. W strugach łez pochowałem ją pod świerkiem na wyściółce z igliwia. Zasłużyła na płytę nagrobną i wspomnienie – aportuje w wiecznej krainie!

Andrzej Rumiński