Wspomnienie o Franciszku Witkowskim

2037

Przedwiośnie, struga Łojewek pod Motyką. Późnym popołudniem wybraliśmy się na polowanie na piżmaki: Stanisław, Franek i piszący te słowa. Zajęliśmy stanowiska wzdłuż cieku, ode mnie w prawo z prądem Franek dalej Staszek. Na stołeczkach, strzelby załadowane z nadzieją oczekujemy wiosennych gryzoni.

– Bach! Bach! – dwa szybkie strzały Franka, przeładowanie i kolejne bach!, bach!

Franek coś ubił myślę. U mnie nic i Stanisław nie strzela. Coraz ciemniej i schodzimy się do samochodu.

– Do czego Franek grzmiałeś?
– No do piżmaka, ale jakiś pancerny.
– I co? – pyta dalej Stanisław.
– I nic, popłynął do ciebie, nie widziałeś go?
– Mam go i zza pleców wyjmuje „piżmaka” – gałgan skóry wypchany sianem!

Wszyscy wybuchamy śmiechem. Stanisław w stosownym momencie pod osłoną krzaków minął Franka i za zakrętem zwodował piżmaka na strugę. To do niego strzelał długoletni łowczy koła Franciszek Witkowski.

Darz Bór!
Andrzej Rumiński