Polowanie na rogacza

2649

Moja przygoda z rogaczami zaczęła się na początku lipca 2018, kiedy to po uzyskania uprawnień selekcjonera otrzymałem swój pierwszy odstrzał na rogacza. Tak zaczęły się wyjazdy w poszukiwaniu tego upragnionego kozła. Jednak jak to w łowiectwie bywa nie od razu Św. Hubert był łaskawy i swoje trzeba było wypracować. Jednak po kilku wyprawach i obejrzeniu kilkunastu rogaczy niespełniających kryteriów odstrzału nastąpił przełom. A dokładnie było to 19-nastego lipca, ranek, wyjazd na teren obwodu 153 okolice między wsiami Dobrzyjałowo a Gòrki Sypniewo. Jak zwykle zacząłem podchód polami, po drodze napotykając a to kozy a to młodego ciekawskiego rogacza, ale wciąż nie zaobserwowałem nic szczególnego. Jednak przy końcówce swojej trasy zauważam dwie sztuki saren, są jednak bardzo daleko i nie jestem w stanie ocenić co konkretnie widzę. Po zmniejszeniu odległości już wiem ze jest to koza z rogaczem, postanawiam wiec podejść bliżej aby obejrzeć dokładnie co to za osobnik. Gdy udało mi się podejść sarny na około 200 metrów przykładam lornetkę do oczu i nie wierze własnym oczom jest to kozioł jakiego jeszcze nie widziałem. Po dokładnej analizie sylwetki i zachowania jestem już pewien ze jest to w stu procentach stary łowny rogacz. Ze względu iż sarny chodziły w trawach postanawiam podejść bliżej aby strzał był pewny i bezpieczny, jak się później okazuje nie była to dobra decyzja, bo mój przeciwnik jak przystało na starego doświadczonego i bezwzględnie najmocniejszego osobnika na tym terenie dostrzega mnie i po chwili wraz z partnerka uchodzą w pobliska olszynę. Ja stojąc jeszcze chwile i dalej nie wierząc ze spotkałem takiego „olbrzyma” decyduje się o powrocie do domu. Oczywiście wracałem w to miejsce jeszcze kilkakrotnie po rogaczu ani śladu aż do 22 lipca. Wtedy to postanawiam wybrać się na poranek. Docieram w łowisko chwile przed świtem zajmuje pozycje nieopodal miejsca gdzie widziałem sarny. Zaczyna się brzask, po dłuższej chwili obserwacji dostrzegam dwie sztuki, prawdopodobnie saren na lace. Jednak widoczność nie pozwala na dokładną ocenę. Wykorzystując słaba widoczność podchodzę ściana pola kukurydzy, zmniejszam odległość, gdy jestem już na około 120-stu metrów od saren widoczność jest na tyle dobra a kozioł tak mocny iż bez wątpienia jestem pewny ze to właśnie ON, jeszcze chwila obserwacji dla upewnienia, bron ładuje na pastorale i wtedy pada strzał. Rogacz zwala się w ogniu i spisuje testament, następuje głucha cisza, wówczas już wiem wszystko zagrało tak jak powinno. Podchód i skuteczny strzał z karabinu CZ Brno 98 w kalibrze 7×64, mam go po tacie który niestety jest już w krainie wiecznych łowów i to właśnie jemu chciałbym dedykować te piękne trofeum. A wracając do kozła to po odczekaniu chwili podchodzę i dalej nie wierze ze to właśnie ja miałem to szczęście i przychylność Św. Huberta pozyskując tak piękne trofeum. Jeszcze tylko pieczęć ostatni kęs dla uhonorowania zdobyczy i zakończenie polowania z ogromnym sukcesem zwłaszcza ze jest to mój pierwszy w życiu rogacz i od razu tak wyjątkowy okaz.

Darz Bór!
Łukasz Łada